Seans z browarem Raduga

Etykiety piw z browaru Raduga przez długi czas nie miały sobie równych na rodzimym rynku. Gdzieś tak od czasu Clockwork Orange poziom nieco spadł, zaś seria z twarzami (Trapeze, Circus, Dr Jekyll, Freak) odstaje od reszty, ale i tak Radudze w ciągu kilku lat udało się stworzyć iście imponujące etykietowe portfolio. Odpowiedzialny za nie jest Przemek Kędzierski, który z gracją przenosi na papier filmowe fascynacje twórców browaru. Każde piwo nawiązuje do jakiegoś zagranicznego filmu, najczęściej uznanego za klasykę gatunku. Patrząc na takie miniarcydzieła, za jakie uważam etykiety choćby Sunset Blvd czy Lift To The Scaffold, postanowiłem nadrobić zaległości i obejrzeć wszystkie filmy z butelek Radugi (część oczywiście widziałem wcześniej, bo film to dla mnie hobby równie ważne jak piwo). Przed Wami ich subiektywny przegląd. Naturalnie chciałoby się przy okazji zdegustować wszystkie poświęcone filmom piwa, ale to raczej niemożliwe – tylko część jest w stałej ofercie.

Lecimy! Od najstarszego filmu.

Nosferatu – symfonia grozy
Rok: 1922
Reżyseria: F. W. Murnau
Piwo: Nosferatu (Black IPA)

Pierwszy prawdziwie przerażający horror wampiryczny. Odcisnął wielkie piętno na twórcach gatunku aż do dzisiejszych czasów (dość wspomnieć głośny remake Wernera Herzoga z 1979 roku). Znajdą się pewnie tacy, co będą narzekać, że się zestarzał, że nuda i że kogo może przestraszyć stuletni film. Ale jeśliś taki mądry, to włącz to sobie ciemną nocą w pustym mieszkaniu i pogadamy. 5/6

Pancernik Potiomkin
Rok: 1925
Reżyseria: Siergiej Eisenstein
Piwo: Potiomkin (RIS)

Trudny przypadek. Z jednej strony kawał sowieckiej propagandy pełną gębą, której nie sposób traktować poważnie. Z drugiej strony kamień milowy w historii filmowej reżyserii i montażu, który zrewolucjonizował kino i stał się inspiracją dla twórców na długie dziesięciolecia (chodzi oczywiście o scenę na schodach w Odessie). 4/6

Metropolis
Rok: 1927
Reżyseria: Fritz Lang
Piwo: Metropolis (American IPA)

Przedstawiciel uprzywilejowanej kasty przeżywa fascynację światem roboli. Film-prekursor zaangażowanego science-fiction co prawda wciąż potrafi zachwycać warstwą wizualną, z drugiej jednak strony przeszkadza całkowicie jednowymiarowe potraktowanie problemu nierówności społecznych. Brak tu jakiegokolwiek odcienia szarości, przez co niewątpliwie film traci na uniwersalizmie. Ale motyw bożka zarysowany całkiem ciekawie. 4/6

Cyrk
Rok: 1928
Reżyseria: Charles Chaplin
Piwo: Circus (Grapefruit Juicy APA)

Włóczęga przez przypadek dostaje się do zespołu cyrkowego. Zakochuje się tam w akrobatce dręczonej przez ojczyma – właściciela cyrku. To typowy wczesny Chaplin. Slapstickowe sceny, które do dziś wzbudzają uśmiech (a na tamte czasy były naprawdę świeże i odważne realizacyjnie) mieszają się z dość niekonwencjonalną historią miłosną. W swojej kategorii – świetne kino. 5/6

Dr Jekyll i pan Hyde
Rok: 1931
Reżyseria: Rouben Mamoulian
Piwo: Dr Jekyll (Yuzu Wheat)

Zdolny naukowiec po zażyciu tajemniczego eliksiru zamienia się w nieokrzesanego małpoluda, czym jest dziwnie zafascynowany. Najsłynniejszy utwór literacki Roberta Louisa Stevensona został przez przemysł filmowy skonsumowany do tego stopnia, że wersja z 1931 roku była już którąś z kolei ekranizacją. Nie wiem czy Raduga miała na myśli właśnie ten film, jednak wydaje mi się on najciekawszą (choć wcale nie najlepszą) wersją. Dlaczego? Po pierwsze, antypatię widza budzi nie tylko Hyde, ale również Jekyll. Jest to postać pełna wad, a chwilami wręcz irytująca. Twórcy nie poszli więc na łatwiznę i nie zestawili fajnego Jekylla i niefajnego Hyde’a. Po drugie, film Mamouliana w najbardziej subtelny sposób uzmysławia, że cała ta historia może być metaforą losu człowieka w szponach jakiegokolwiek nałogu. Po trzecie, mamy tu kilka niebanalnych (jak na tamte czasy) rozwiązań montażowych. 4/6

Dziwolągi
Rok: 1932
Reżyseria: Tod Browning
Piwo: Freak (Lime Juicy Wheat)

Występujący w cyrku karzeł zakochuje się w pięknej koleżance. Ta bawi się jego uczuciem, narażając się na okrutną zemstę jego cyrkowych kompanów. Film pamiętany głównie ze względu na udział aktorów o różnych dysfunkcjach fizycznych. Wzbudził przez to wiele kontrowersji, a w niektórych krajach został nawet zakazany. Z dzisiejszej perspektywy jest to mało zrozumiałe, chociaż co wrażliwsi widzowie nie będą pewnie zachwyceni. Wbrew czarnej legendzie, którą obrosły Dziwolągi i mimo ponurego finału, jest tu całkiem dużo humoru, który nie zestarzał się do dzisiaj. 4/6

Stracony weekend
Rok: 1945
Reżyseria: Billy Wilder
Piwo: Lost Weekend (Rye India Black Ale)

Kilka dni z życia uzależnionego od alkoholu niespełnionego pisarza. Opowieść o tym jak alkohol niszczy jego, ale też zatruwa życie jego bliskim. SPOILER! Przez ogromną część filmu mamy do czynienia z przygnębiającym dramatem, bohater ma już ze sobą skończyć, gdy przypadkiem zdarza się pewna drobnostka, dzięki której postanawia jednak żyć, cieszyć się i z optymizmem patrzeć w przyszłość. Ostatnia scena jest więc zdecydowanie od czapy, psuje odbiór filmu i wynika chyba działalności z szalejącej wówczas cenzury. KONIEC SPOILERA! Całość zaś odbieram jako współczesną wersję Opowieści wigilijnej, z tą różnicą, że zamiast duchów, tutaj pojawiają się alkoholowe halucynacje. Swoją drogą to dosyć egzotyczny pomysł nazywać piwo tytułem takiego filmu (ale można było postąpić gorzej – w moim mieście jest sklep monopolowy o nazwie Pętla). 4/6

Wielki sen
Rok: 1946
Reżyseria: Howard Hawks
Piwo: Big Sleep (American Barley Wine)

Największy cynik wśród detektywów, czyli Philip Marlowe, prowadząc niepozorne śledztwo, zostaje wplątany w skomplikowaną intrygę. Bez wątpienia Bogart był najlepszym odtwórcą tej roli, jednak ja w ogóle nie przepadam za postacią stworzoną przez Chandlera. Jej barwność i charyzma przesłania wszystkie inne elementy. Co drugie zdanie wypowiadane przez Marlowe’a musi być błyskotliwym onelinerem, rzucanym nawet w sytuacji śmiertelnego zagrożenia. Na tle detektywa pozostałe postacie zarysowane są tak miałko, że intryga – jakkolwiek dopracowana w najdrobniejszym szczególe – prawie mnie nie obeszła. 3/6

Key Largo
Rok: 1948
Reżyseria: John Huston
Piwo: Key Largo (Cinnamon Oatmeal Stout)

Weteran wojenny (Humphrey Bogart) zapuszcza się w najdalej wysunięty na południe zakątek Stanów Zjednoczonych, by odwiedzić ojca i siostrę poległego towarzysza broni. Na miejscu zastaje hotel opanowany przez gangsterów. Tymczasem nadciąga straszliwy huragan. To, że film oparty jest na sztuce teatralnej, czuć w każdej minucie. Huston nie jest reżyserem, któremu dobrze robiłoby ograniczanie miejsca akcji. Zarysowanie postaci też nie do końca zdaje egzamin, bo główny czarny charakter jest zdecydowanie przerysowany, a sam Bogart wydaje się ekstremalnie znudzony. Film spodobać się może fanom westernów osadzonych w innych okolicznościach przyrody (i niepowtarzalnej) niż Dziki Zachód. 3/6

Nagie miasto
Rok: 1948
Reżyseria: Jules Dassin
Piwo: Naked City (Belgian IPA)

Niezwykle oryginalny kryminał noir, w którym miasto (Nowy Jork) jest narratorem w dosłownym tego słowa znaczeniu. Twórcy osnuwają fabułę wokół śledztwa w sprawie zabójstwa modelki, która została znaleziona martwa w wannie, ale daje to im okazję do zarysowania codziennego życia nowojorskiej ulicy (chwilami miałem wręcz skojarzenie, że Nagie miasto mogłoby być dla Nowego Jorku namiastką tego, czym Zły Tyrmanda jest dla Warszawy).  Rozwiązanie zagadki nie obraża inteligencji widza i pozwala reżyserowi ciekawie pokazać żmudne śledztwo. Dostajemy też świetną postać porucznika Muldoona, który z pewnością był inspiracją dla porucznika Columbo. 5/6

Bulwar zachodzącego słońca
Rok: 1950
Reżyseria: Billy Wilder
Piwo: Susnet Blvd (Rye India Red Ale)

To chyba najważniejszy w dziejach film o kinie. Nie ma w nim krzty sentymentalizmu znanego choćby z Cinema Paradiso. Tutaj filmowy biznes jest bezwzględną i uzależniającą machiną, wypluwającą ludzkie wraki. Głównej bohaterki, zapomnianej filmowej gwiazdy, nie sposób lubić, ale trudno przejść obojętnie obok jej osobistego dramatu. W USA Bulwar… stale występuje w czołówkach rankingów na najlepsze filmy w historii. 5/6

Afrykańska królowa
Rok: 1951
Reżyseria: John Huston
Piwo: African Queen (Aframon APA)

Rzecz dzieje się w Afryce sto lat temu. Cyniczny i dość prostolinijny łowca przygód podejmuje się zadania przetransportowania swoją zdezelowaną łodzią siostry pastora zamordowanego przez Niemców. Humphrey Bogart gra tu raczej na przekór swojemu emploi, co czyni jego rolę tym ciekawszą. Katherine Hepburn jest za to irytująca jak zwykle, ale tu akurat to gra. Czuć chemię między tą dwójką i na tym właściwie cały film się zasadza. Potrafi być i śmiesznie, i emocjonująco, i łzawo. Kino dla każdego. 4/6

Rzymskie wakacje
Rok: 1953
Reżyseria: William Wyler
Piwo: Roman Holidays (Black Witbier)

Z pozoru niewinna opowiastka o księżniczce, która sama zapuszcza się w głąb nieznanego miasta, jest w istocie pozbawioną idealizmu współczesną baśnią o oderwaniu od rzeczywistości i zamknięciu w złotej klatce. Ale i tak pewnie nie miałaby takiej siły rażenia, gdyby nie kanoniczna rola Audrey Hepburn, która otworzyła jej drzwi do wielkiej kariery. 4/6

Ostatnia walka Apacza
Rok: 1954
Reżyseria: Robert Aldrich
Piwo: Apache (Wit IPA)

Massai, niezwykle waleczny wojownik z plemienia Apaczów, nie potrafi pogodzić się z tym, że jego wódz został zmuszony do poddania się białym. Walczy dalej, prowadząc samotną krucjatę. Mam wrażenie, że w latach 50. nie było jeszcze przyzwolenia na pełnoprawne kino rozliczeniowe. Gdyby dziś powstał remake filmu Aldricha, byłby z pewnością dużo odważniejszy. Nieco kłuje w oczy Burt Lancaster, było nie było hollywodzki gwiazdor wysmarowany na twarzy pastą do butów. Za to sekwencja bitewna zrealizowana z rozmachem, robi wrażenie nawet dziś. 3/6

Dementia
Rok: 1955
Reżyseria: John Parker
Piwo: Dementia (Imperial American Wheat)

Cóż, jeśli tak wyglądały horrory przed Psychozą i Dzieckiem Rosemary, to całe szczęście, że lata 60. zrewolucjonizowały ten gatunek filmowy. Z początku jest ciekawie. Po pierwszych dziesięciu minutach upatrywałem w tym filmie źródeł inspiracji dla Wstrętu Polańskiego – zwykła kobieta wśród innych zwykłych ludzi popada w obłęd. Potem jest jednak coraz bardziej efekciarsko, a od muzyki – w zamyśle pewnie klimatycznej, a w rzeczywistości irytującej – można naprawdę oszaleć. Dochodzi do tego kuriozalna narracja z offu (podobno dodana po latach) i zakończenie, które jest totalnym pójściem na łatwiznę. 2/6

Pod wodą!
Rok: 1955
Reżyseria: John Sturges
Piwo: Underwater (American Saison)

Dwóch płetwonurków namierza na dnie morza wrak, w którym może znajdować się bezcenny skarb. Rozpoczynają rywalizację o wydobycie kosztowności z bezwzględnymi piratami. Cóż, chyba żaden z opisywanych tu filmów nie zestarzał się jak ten. To bardzo kolorowa ramotka, która nie wywołuje żadnych emocji. Entuzjazm aktorów kojarzy się z pierwszymi reklamami telewizyjnymi made in USA. A próba uatrakcyjnienia widowiska wątkiem rywalizowania o względy kobiety wypada raczej nieudolnie. 2/6

Zakazana planeta
Rok: 1956
Reżyseria: Fred M. Wilcox
Piwo: Forbidden Planet (Imperial IPA)

Jeśli ktoś kojarzy Leslie Nielsena jedynie z roli Franka Drebina w Nagiej broni, powinien obejrzeć Zakazaną planetę. Tutaj Nielsen jest młody, niesiwy i poważny. A sama historia opowiada o losach kosmicznej ekspedycji, która na odległej planecie odnajduje zaginionego naukowca i jego córkę. Jest nieco śmieszkowania, ale film traktuje się raczej serio. Struktura jest trochę zaburzona, bo ekspozycja trwa godzinę, a przez końcowe 30 minut wydarzenia pędzą aż za szybko. Bałem się trochę, że film będzie materiałem do beki jak dzieła Eda Wooda. Nic z tych rzeczy. Bywa naiwny, ale zestarzał się z godnością. 4/6

Trapez
Rok: 1956
Reżyseria: Carol Reed
Piwo: Trapeze (Passion Fruit Wheat)

Połowa lat 50. w Hollywood to był taki okres, w którym kilka wielkich gwiazd w obsadzie potrafiło sprawić, że błaha z pozoru historia stawała się fascynującą opowieścią. Tak jest w przypadku Trapezu. Młody talent akrobatyki pobiera lekcje u starego cynicznego mistrza, ponieważ chce wykonać przełomowy, arcytrudny skok. Sytuacja komplikuje się, gdy staje między nimi kobieta. Kunszt aktorski Tony’ego Curtisa, Giny Lollobrigidy i przede wszystkim Burta Lancastera to tylko jedna z zalet filmu. Doceniam, że twórcy więcej czasu poświęcają próbom i kulisom cyrku niż wielkim przedstawieniom. Trapez jest świetnym dramatem, z ciekawie zarysowanym drugim planem, nienachalnym humorem i scenami akrobacji, które robią wrażenie również dziś (z wyjątkiem dwóch krótkich ujęć z „wklejonymi” aktorami). 5/6

Windą na szafot
Rok: 1958
Reżyseria: Louis Malle
Piwo: Lift To The Scaffold (Session IPA)

Sam pomysł na scenariusz jest fascynujący: facet dokonuje zbrodni niemal doskonałej, jednak przez swoje gapiostwo na ostatnim etapie zostaje uwięziony w windzie. Podczas gdy jest uwięziony, na mieście dzieją się dziwne rzeczy, w które mimowolnie zostanie wplątany. Cały film przesiąknięty jest niepokojącym klimatem charakterystycznym dla dzieł francuskiej Nowej Fali. Niewątpliwą wartością jest ścieżka dźwiękowa autorstwa Milesa Davisa, która tę duszną atmosferę potęguję. Windą na szafot ciekawie eksploatuje motyw fatum i przypadku. Niestety, całość psuje postać młodego przestępcy Louisa. Jest irytująca, nie sposób zrozumieć jej motywacji, potrafi wzbudzić jedynie pogardę. Gdyby trochę poprawić ten wątek, byłby kryminał w zasadzie bez wad. 4/6

Pół żartem, pół serio
Rok: 1959
Reżyseria: Billy Wilder
Piwo: Some Like It Hot (Lemongrass American Wheat)

Jack Lemmon i Tony Curtis uciekają przed gangsterami, a sposobem na to okazuje się wniknięcie do damskiego zespołu jazzowego. Wydawałoby się, że facet przebrany za kobitę, to jest idealny przepis na prostackie żarty. A dwóch facetów to już kumulacja. Jednak kiedy za temat bierze się ktoś tak finezyjny jak Billy Wilder, to na niesmaczne dowcipasy miejsca nie ma. Film troszkę się postarzał, ale w taki poczciwy sposób. 4/6

Nagle, ostatniego lata
Rok: 1959
Reżyseria: Joseph L. Mankiewicz
Piwo: Last Summer (Mango Wheat)

Dobrze sytuowana wdowa, z którą na pierwszy rzut oka jest coś nie tak, składa propozycję nie do odrzucenia lekarzowi, który specjalizuje się w lobotomii. Sypnie mu groszem, jeśli ten podda zabiegowi jej siostrzenicę, która na pierwszy rzut oka wydaje się całkiem zdrowa. Zrazu wychodzą na jaw rodzinne tajemnice. W powietrzu czuć napięcie, choć nic nie jest tu powiedziane wprost. A wszystko jest okazją do prawdziwego aktorskiego popisu Elizabeth Taylor. Zgrzytem jest tylko dość stereotypowe i niesmaczne ukazanie osób chorych psychicznie jako zombiaków ze strużką śliny w kąciku ust. Niemniej jednak kino solidne. 4/6

Garsoniera
Rok: 1960
Reżyseria: Billy Wilder
Piwo: Apartment (Six Flakes American IPA)

Cyniczny portret amerykańskiej obyczajowości. Niepozorny pracownik biurowy staje się powiernikiem sekretów swoich przełożonych, udostępniając im mieszkanie do schadzek. Wydaje się, że wielka kariera stoi otworem, ale nagle pojawia się uczucie… Ach, gdybyż każda komedia romantyczna taka była! Zasłużony deszcz Oscarów (szkoda tylko, że smakiem obszedł się Jack Lemmon; za Oceanem nie było chyba zdolniejszego aktora komediowego). 6/6

Gejsza
Rok: 1962
Reżyseria: Jack Cardiff
Piwo: My Geisha (Japanese Cherry TeaPA)

Zaborczy mąż (reżyser filmowy) przymierza się do ekranizacji Madame Butterfly. Nie chce przy tym obsadzić swojej żony, która jest gwiazdą filmową, ponieważ upiera się, żeby zatrudnić prawdziwą Japonkę. Małżonka udaje więc gejszę i zdobywa rolę. To doskonały punkt wyjścia do klasycznej komedii pomyłek, duch Billy’ego Wildera ewidentnie się tu unosi. Oczywiście sporo dowcipów bazuje na stereotypach, ale raczej niegroźnych. Bywa i poważniej, kiedy na tapet wjeżdża temat kryzysu małżeńskiego. A Shirley MacLaine jak zwykle świetna! 4/6

Królowie słońca
Rok: 1963
Reżyseria: J. Lee Thompson
Piwo: Kings Of The Sun (New Zeland IPA)

Majowie dowodzeni przez młodego króla podbijają nowe ziemie, a przy okazji umieszczają w areszcie domowym wodza innego plemienia, który okazuje się naprawdę łebskim facetem. Kiedy myślę o starych filmach nadawanych na dwójce w niedzielne południe, to wyobrażam sobie właśnie coś takiego. Pięknie i kolorowo, a jednocześnie grzecznie, bez pazura i z kompletnym zlekceważeniem realiów epoki. Nie żebym po filmie sprzed pół wieku spodziewał się naturalizmu rodem z Apocalypto Gibsona, ale chwilami filmowi niebezpiecznie blisko do poziomu szkolnych jasełek. Jest w tym jednak pewien urok, a na dodatkowe uznanie zasługuje zrealizowana z rozmachem scena końcowej bitwy. 3/6

Kolekcjoner
Rok: 1965
Reżyseria: William Wyler
Piwo: Collector (Lemon Witbier)

Nieprzystosowany społecznie odludek hobbystycznie zajmuje się nie tylko kolekcjonowaniem motyli, ale od czasu do czasu porwie sobie na mieście jakąś ładną dziewczynę. Potem przetrzymuje ją w swojej posiadłości i wymaga od niej „tylko” szacunku, podziwu i miłości. Wyler umiejętnie myli tropy i chwilami naprawdę trudno powiedzieć czy dziewczyna rzeczywiście zaczyna szanować swojego oprawcę, czy tylko prowadzi z nim wyrachowaną grę. Niestety, w odróżnieniu od książkowego oryginału, tytułowy kolekcjoner u widza wzbudza tylko niechęć i pogardę. Kibicujemy Mirandzie, a dla Franka nie znajdujemy zrozumienia. W książce można natomiast poznać dwie perspektywy i przekonać się, że – jak to celnie ujął pewien użytkownik filmwebu – nie ma postaci negatywnych, są jedynie tragiczne. Dziś Kolekcjoner jest mimo wszystko ładną ramotką, która szybsze bicie serca może wywołać tylko raz w ciągu całego seansu. 3/6

Dwoje na drodze
Rok: 1967
Reżyseria: Stanley Donen
Piwo: Two On The Road (American Stout)

Zblazowane małżeństwo z wyższej klasy średniej przeżywa kryzys, jednocześnie wracając wspomnieniami do lat świetności. Jeśli ktoś kojarzy Audrey Hepburn tylko jako twarz z kubków i plakatów, powinien ten film obejrzeć, bo to jedna z jej najlepszych ról. Albert Finney też nigdy nie schodzi poniżej pewnego poziomu. Smutny i gorzki to film (choć zaskakująco dużo w nim pajacowania). Czasem razi tylko sztuczność dialogów. Są napisane tak, by każda linijka była zaprojektowana na bycie piorunującym one-linerem. Nie oszukujmy się, tak ludzie nie rozmawiają. Ale to tylko konwencja, którą da się przełknąć. 4/6

Bunt
Rok: 1967
Reżyseria: Masaki Kobayashi
Piwo: Samurai Rebellion (Jasmine Sencha TeaPA)

Osiemnastowieczna Japonia. W wyniku bardzo skomplikowanych intryg i zwyczajów wokół tronu, których nie będę tu opisywał, słynny samuraj wraz z synem zmuszany jest do popełnienia harakiri. Mężczyźni buntują się przeciwko odwiecznym zasadom. Warto film Kobayashiego obejrzeć, bo z jednej strony są tu dość poważne dylematy moralne, a z drugiej – tego się zupełnie nie spodziewałem – postawienie istotnych pytań o traktowanie kobiet w tamtym świecie. Mocna rzecz. 5/6

2001: Odyseja kosmiczna
Rok: 1968
Reżyseria: Stanley Kubrick
Piwo: 2028 Space Odyssey (RIS)

Kubrick mógłby nie nakręcić nic więcej, ale i tak za przejście montażowe z prologu byłby okrzyknięty gigantem kina. W jednej sekundzie na ekranie zmieszczono setki tysięcy lat rozwoju cywilizacji. I chociaż wizja z filmu się (jeszcze) nie ziściła, to i tak stawia on boleśnie aktualne pytania o kondycję człowieczeństwa. 6/6

Mechaniczna pomarańcza
Rok: 1971
Reżyseria: Stanley Kubrick
Piwo: Clockwork Orange (Orange TeaPA)

Proza Anthony’ego Burgessa wydawała się nieprzekładalna na język filmu. Kubrick podjął jednak wyzwanie i wyszedł z tego obronną ręką. Zaproponował niepokojącą operę przemocy, w której na dalszy plan schodzi fabuła, a liczy się plastyczność poszczególnych scen i sekwencji. Trzeba przyznać, że wiele z nich siedzi w głowie bardzo długo. 5/6

Solaris
Rok: 1972
Reżyseria: Andriej Tarkowski
Piwo: Solaris (RIS)

W latach zimnej wojny Sowieci rywalizowali z Amerykanami nie tylko w kosmosie, ale także w filmach o kosmosie. Trudno bowiem porwanie się przez Tarkowskiego na Solaris postrzegać inaczej niż odpowiedź na 2001: Odyseję kosmiczną Kubricka. I o ile film jest wizualnym majstersztykiem, co w przypadku tego reżysera specjalnie nie dziwi, to stanowi też dowód na to, że proza Lema jest nieprzekładalna na język filmu. Początek jest angażujący, ale im dalej w las, tym wszystko staje się bardziej letnie. 3/6

Święta góra
Rok: 1973
Reżyseria: Alejandro Jodorowsky
Piwo: Holy Mountain (Sandalwood TeaPA)

Alejandro Jodorowsky, czyli facet, przy którym dzisiejszy kinowy freak Yorgos Lanthimos wydaje się grzecznym chłopcem, proponuje widzowi niezwykle plastyczną wizję nihilistycznego, przeżartego ohydą i zepsuciem świata. Trudno się przez te obrazy przebić do właściwej historii Wielkiego Alchemika i postaci dążących do sekretu nieśmiertelności. Myślę, że do oglądania na kwasie film nadaje się jak żaden inny. To zupełnie nie moja estetyka, a przede wszystkim odmienne od mojego rozumienie kina jako takiego, więc oceny nie wystawiam.

W drodze na Kasjopeję
Rok: 1974
Reżyseria: Riczard Wiktorow
Piwo: Kassiopeya (Topinambur Milk Stout)

Kosmos! Niezgłębione przestrzenie zaczął odkrywać dzielny towarzysz Gagarin, jednak na tym odcinku wciąż jest wiele do zrobienia. Do eksploracji garnie się też młode pokolenie! Jak w kosmicznej podróży poradzi sobie gromada sympatycznych urwisów? Sorry, za bardzo się wczułem w styl sprzed lat. W drodze na Kasjopeję było dla dzieci z ZSRR tym, czym dla nas Akademia Pana Kleksa. Oczywiście dziś wzbudza uśmiech politowania, ale plus dla twórców za to, że postarali się zarysować ciekawe relacje między bohaterami, zanim wysłali ich w kosmos. Warto zaznaczyć, że film urywa się jakby w połowie, ponieważ tworzy całość z drugą częścią pt. Spotkanie na Kasjopei. 3/6

Gorączka sobotniej nocy
Rok: 1977
Reżyseria: John Badham
Piwo: Night Fever (Bourbon Imperial Stout)

Są filmy, które stały się ofiarą własnej sugestywności wizualnej. Gorączka sobotniej nocy z pewnością do nich należy. Dziś każdy kojarzy film Badhama jedynie z Travoltą robiącym te dziwne wygibasy w rytm piosenek Bee Gees, a mało kto zdaje się zauważać, że obraz ten jest w istocie studium pewnego społecznego upośledzenia. Główny bohater nakreślony jest w niebanalny sposób, a o jego psychologii można by napisać odrębny artykuł. Nieco bardziej zestarzał się obraz tła społecznego (konkretnie młodzieży). Trzeba wystrzegać się wersji ocenzurowanej, krótszej zaledwie o kilka minut, ale przez to nieco bardziej chaotycznej, a chwilami wręcz bezsensownej. 4/6

Meteor
Rok: 1979
Reżyseria: Ronald Neame
Piwo: Meteor (Barley Wine)

Do Ziemi zbliża się ogromny meteor, a powstrzymać apokalipsę może jedynie porozumienie władz USA i ZSRR, które osobno nie dysponują odpowiednio silnymi rakietami, by tego skurczybyka powstrzymać. Ten film ma mnóstwo wad. Po pierwsze, strasznie naiwne ukazanie zimnowojennych stosunków między mocarstwami. Po drugie, efekty specjalne, które dziś budzą jedynie uśmiech politowania (gdzież im do dwa lata wcześniejszych Gwiezdnych wojen?). Po trzecie, wybitni skądinąd aktorzy grają tak, jakby mieli świadomość uczestniczenia w czymś zgoła niedorzecznym. Ale… Ogląda się to wszystko świetnie! Film trzyma w napięciu i ma tę niepodrabialną klasę i sznyt filmów katastroficznych z lat 70. typu Płonący wieżowiec czy Tragedia Posejdona. Dobry wybór na niezobowiązujący seans przy piwie. 4/6

Windrider
Rok: 1986
Reżyseria: Vincent Monton
Piwo: Windrider (Australian IPA)

Gdyby nie jedna z pierwszych dużych ról Nicole Kidman, pies z kulawą nogą by o tym filmie nie pamiętał. I słusznie, bo jest on kwintesencją ekranowej tandety lat osiemdziesiątych. To historia windsurfera, który zakochuje się w młodej piosenkarce, co burzy jego dość uporządkowane życie. Głównym problemem filmu jest to, że nie może się zdecydować, czym naprawdę jest. Pierwsza połowa to feeria żarcików, z których ubawiłby się czwartoklasista. Akademia policyjna to przy tym szczyt niegrzecznego humoru. I wydawałoby się, że to film dla nastolatków młodszych, gdyby od połowy nie wjechały ciężkie tematy: kryzys w związku, wypalenie w pracy, relacje z ojcem. Do tego sceny łóżkowe i brzydkie wyrazy. Nie wiadomo zatem, dla kogo jest Windrider, ale raczej nie dla fanów dobrego aktorstwa i scenariuszy (może dla fanów nagiej 19-letniej Kidman?). Myślę, że na etykiecie Radugi znalazł się tylko dlatego, że nic lepiej nie pasowało do stylu Australian IPA. 2/6

Kasyno
Rok: 1995
Reżyseria: Martin Scorsese
Piwo: Casino (Pils)

Scorsese opromieniony sukcesem Chłopców z ferajny kręci film w bardzo podobnym stylu. Jednak o ile Goodfellas stało w rozkroku pomiędzy dekonstruowaniem mafijnego mitu a nieskrępowaną zabawą w brutalne kino, o tyle Kasyno jest już pełnokrwistym dramatem o wielkim ciężarze gatunkowym. Zaś aktorsko jest jeszcze lepiej niż pięć lat wcześniej, bo do De Niro i Pesci’ego dołącza świetna Sharon Stone. 5/6

Na razie tyle. Browarowi Raduga życzę kolejnych pięknych etykiet, smacznych piw i fajnych filmowych inspiracji. Przy okazji dziękuję za pozwoleństwo wykorzystania obrazków z ich strony internetowej oraz o pomoc w odszyfrowaniu filmu z jednej z etykiet.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *