Prohibicja w Internecie? Kopyr, keep calm…

Zakaz picia alkoholu w miejscach publicznych. To wytrychowe wyrażenie funkcjonuje u nas w świadomości społecznej, ale nie ma go w polskim porządku prawnym. Mówił o tym trzy lata temu Kopyr w jednym z odcinków swojego cyklu Piwne mity. Niestety, niedługo może się okazać, że film się zdezaktualizuje, bo oto rząd przymierza się do nowelizacji ustawy o wychowaniu w trzeźwości i przeciwdziałaniu alkoholizmowi. Czy piwni vlogerzy mają się czego obawiać i czy grozi nam prohibicja w internecie?

JAK JEST?

Obowiązująca ustawa pochodzi z października 1982 roku, a więc z najgłębszych mroków stanu wojennego. Artykuł 14 ustęp 2a mówi tak: Zabrania się spożywania napojów alkoholowych na ulicach, placach i w parkach, z wyjątkiem miejsc przeznaczonych do ich spożycia na miejscu, w punktach sprzedaży tych napojów. Przy czym trzeba zwrócić uwagę także na ustęp 6: W innych niewymienionych miejscach, obiektach lub na określonych obszarach gminy, ze względu na ich charakter, rada gminy może wprowadzić czasowy lub stały zakaz sprzedaży, podawania, spożywania oraz wnoszenia napojów alkoholowych.

Sam o tym nie wiedziałem, dopóki nie obejrzałem wspomnianego filmu Kopyra (to w ogóle pierwszy jego materiał, na który trafiłem). Od tamtej pory, kiedy zdarzało mi się pić na powietrzu (raczej dość rzadko), miałem z tyłu głowy artykuł 14 ustawy oraz odpowiednią uchwałę rady mojego miasta, która wprowadziła swoje ograniczenia. Byłem gotów na dyskusję z policjantem lub strażnikiem miejskim, a jeśli ta by nie pomogła – na kategoryczną odmowę przyjęcia nałożonego mandatu. Nic takiego nie nastąpiło, nikt mnie za rękę nie złapał. Tak czy inaczej, już za chwilę cała ta wiedza może być funta kłaków warta, bo…

JAK MA BYĆ?

Grupa posłów PiS przygotowała projekt nowelizacji ustawy. To znaczy ja zdaję sobie sprawę, że to prawdopodobnie projekt Ministerstwa Zdrowia, tylko zgłoszony przez posłów, żeby go szybciej przepchnąć. Tak czy inaczej warto zaznaczyć, że przedstawicielem wnioskodawców jest poseł Szymon Szynkowski vel Sęk. Pozdrawiam.

prohibicja w internecie

W myśl nowych przepisów wspomniany wyżej ustęp 2a zyskałby brzmienie: Zabrania się spożywania napojów alkoholowych w miejscu publicznym, za wyjątkiem miejsc do tego przeznaczonych. Rodzi to oczywiście wielki zamęt, bo określenie miejsce publiczne jest niejasne. Pojawia się co prawda w orzecznictwie, w pojedynczych sprawach, ale sztywnej definicji nie ma. Jakoś w ogóle nie dziwi mnie, że nawet gwardia Jaruzelskiego była bardziej biegła w pisaniu ustaw niż hunwejbini dobrej zmiany. No ale…

O CO SZUM? CZYŻBY PROHIBICJA?

Najwięcej emocji wzbudził fragment uzasadnienia projektu nowelizacji. Czytamy tam bowiem: Ponadto działanie „publiczne” zachodzi wówczas, gdy bądź ze względu na miejsce działania, bądź ze względu na okoliczności i sposób działania sprawcy jego zachowanie się jest lub może być dostępne (dostrzegalne) dla nieokreślonej liczby osób, przy czym sprawca, mając świadomość tej możliwości, co najmniej się na to godzi (…). „Publicznie”, tzn. uczynione w miejscu publicznym (np. na wiecu, na ulicy, na pochodzie) lub w sposób publiczny, np. za pośrednictwem książki, prasy, radia, telewizji, Internetu.

KOPYR PANIKUJE

Istna prohibicja w internecie, zakrzyknęli oburzeni, a wśród nich również Kopyr. Sprawę skomentował w tym filmie (od 22:15). Nie odmówił sobie przyjemności nazwania posłów skurwysynami, a następnie powiedział: Ja jestem sobie w stanie wyobrazić, że taki imbecylizm przejdzie i to może być dla wszystkich w branży fatalna wiadomość, bo jeśli na profilach fejsbukowych browary nie będą mogły informować o premierach, o nowych piwach, to gdzie będą mogły informować?! W dalszej kolejności zaczął (już bardziej w żartach) snuć wizje o tym, że browary rzemieślnicze będą przyjmować iście partyzanckie metody działania.

A ja odpowiem Kopyrowi jednym z jego ulubionych słówek. Bullshit! Czemu?

Po pierwsze, nie zwrócił on uwagi, że słowa o internecie, które go tak bardzo bolą i które według niego mogą być zwiastunem katastrofy, pojawiają się wyłącznie w uzasadnieniu do projektu ustawy. Jak już pisałem na fejsbuku, uzasadnienie projektu ustawy to jeszcze nie jest rzecz, która może czegokolwiek zakazać. To tylko niezbyt mądre dywagowanie jednego z drugim posła o tym, co im się wydaje, że napisali w ustawie. Kiedy ustawa zostanie klepnięta, w porządku prawnym zostanie w tym temacie wyłącznie to jedno zdanie z artykułu 14 ustęp 2a. I wtedy to sąd decyduje czy doszło do złamania prawa. I chociaż, jak pisze autor blogu Browar Paragraf (prawnik, czyli ktoś bardziej kompetentny niż ja i Kopyr), uzasadnienie może być wskazówką interpretacyjną, to nie wyobrażam sobie, że szanujący się sędzia będzie przy podejmowaniu decyzji brał pod uwagę przemyślenia gościa, który całe życie był radnym miejskim (a którego mokrym snem jest pewnie rzeczywiście prohibicja, ale jest za chudy w uszach). Poza tym, w tekście projektu pojawia się miejsce publiczne, a w uzasadnieniu działanie publiczne lub robienie czegoś publicznie. To trochę nie na temat. Innymi słowy, dopóki za miejsce publiczne nie zostanie uznany dom Kopyra w Obornikach Śląskich (a nie zostanie), to nadal będzie on mógł publikować swoje degustacje. W przypadku festiwali piwnych tematu w ogóle nie ma, bo to siłą rzeczy będzie miejsce przeznaczone do spożywania alkoholu.

Swoją drogą, na świecie są browary, które celnie odpowiedziały na zapędy „prohibicjonistów”…

Po drugie, w projekcie jest mowa o spożywaniu alkoholu, a Kopyr nie wiedzieć czemu rozszerza to na całą internetową działalność browarów. Czemu wprowadzenie zakazu spożywania alkoholu w miejscu publicznym miałoby uniemożliwiać browarom informowania o premierach? Oczywiście jego interpretacja jest nośna publicystycznie, ale obawiam się, że w tym przypadku najbardziej znany piwny vloger zapadł chwilowo na chorobę, która toczy dużą część internautów. Choroba ta znana jest pod nazwą Przeczytałem Pół Artykułu Na Jakiś Temat Więc Wiem Wszystko. Dziwi to tym bardziej, że wspomniany na początku film z serii Piwne mity był przecież poparty solidnym zbadaniem omawianej sprawy.

KEEP CALM

Kopyr często apeluje – keep calm. Tym razem należy o to samo zaapelować do niego. Bo może nam się wydawać, że mamy milion powodów, żeby krytykować obecną władzę, ale jeśli rzetelnie podejdziemy do każdego tematu, to nagle okaże się, że z miliona zostanie nam raptem skromne osiemset tysięcy. 😉 Co nie znaczy, że ta nowelizacja sama w sobie jest dobrą rzeczą.

Swoją drogą, to jest ciekawe. Dwa lata temu przyszedł PiS i wymiótł wszystko. Począwszy od urzędów wojewódzkich, przez agencje rolne, spółki skarbu państwa, media publiczne, na stadninach koni kończąc. Ale Krzysztof Brzózka na stolcu dyrektora Państwowej Agencji Rozwiązywania Problemów Alkoholowych jak siedział, tak siedzi! Istny wzór urzędnika. Mołodiec!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *