Piwne podsumowanie 2017

Co prawda dobiega końca już trzeci tydzień stycznia, ale sezon na podsumowania roku jeszcze się nie zakończył. Oscary dopiero w marcu, cnie? To czas na moje podsumowanie.

Piwem roku 2017 zostaje…

brajanBRAJAN – Ziemia Obiecana
Powtórzę to, co miałem do powiedzenia po jesiennym WFP. Piwo stworzone na eksperymentalnym szczepie drożdży wyprzedziło Misty w wyścigu do tytułu najlepszego New Englanda w kraju. Piękny wygląd – piwo nieprzejrzyście żółte, niczym sok pomarańczowy. W aromacie feeria owoców, wśród których na pierwszy plan wysuwa się mango, a w tle szaleją różne cytrusy. Konsystencja soku z owoców tropikalnych, ale słodycz nieprzesadzona. Absolutnie nie ma tu ulepku, do jakiego przyzwyczaiły niektóre browary. Jest za to dość delikatna, choć długa goryczka. Fani mango będą zachwyceni, bo w smaku obecne jest jeszcze silniej niż w aromacie.

Na podium zasłużyły jeszcze…

plan wykonany zakładowy
źródło: browarzakladowy.pl

PLAN WYKONANY – Browar Zakładowy
Nie lubię herbaty jako napoju, za to piwa z herbatą należą do moich ulubionych. Przyzwoitego earl greya wypuścił w tym roku Harpagan (Imbryczek Destrukcji), ale to Zakładowy pozamiatał herbacianą konkurencję. Przede wszystkim udało się odnaleźć balans i nie przesadzić z dodatkiem (piwa z herbatą z Revolty czy Olimpu czasem po prostu wykrzywiają paszczę). Earl grey nie przytłoczył piwnego charakteru, zaś płatki żytnie dodały pełni. No pycha. Piwo było uwarzone z okazji pierwszych urodzin browaru. Wielkimi krokami zbliżają się drugie urodziny, więc być może pojawi się jakaś nowa wersja. Jeśli tak, to mam nadzieję, że ta nie zniknie z oferty.

 

trzech kumpli ragnar
źródło: trzechkumpli.pl

RAGNAR – Trzech Kumpli
Firmowany jako porter bałtycki, ale niebezpiecznie zbliżający się charakterem do RISa. Słody palone grają pierwsze skrzypce, choć pojawiające się tu i ówdzie oskarżenia o nadmierną popiołowość uważam za niedorzeczne. Kapitalnie mieszają się tu aromaty kawy i czekolady. Słodycz jest zaznaczona delikatnie, ale i tak ciała nie brakuje. Piwo wypiłem w Spiskowcach Rozkoszy dzień przed jesiennym WFP. Zostałem rzucony na glebę i zastanawiałem się czy jest jeszcze sens iść na stadion Legii. Wśród mocnych, ciemnych piw nieleżakowanych w beczkach z Ragnarem może konkurować tylko bazowa Lilith.

Wyróżnić muszę także: Buzdygan Rozkoszy z Harpagana (pity z beczki na targach lubelskich zachwycił mocarnym kokosem i oleistą konsystencją), Maverick z Rockmilla (pyszne piwo, które na własny użytek nazywam New England APA), Porter Rum Barrel Aged z Przystanku Tleń (recenzja tutaj), Amadeo z Kingpina (milkshake IPA to trochę wynaturzenie, a to chyba jedyny smaczny trunek w tym podstylu, z jakim się zetknąłem), Kara Mustafy z Kazimierza (dowód, że można zrobić ciekawe ciemne piwo niskoalkoholowe), Wniosek Urlopowy z Zakładowego (prawdziwa owocowa bomba!) i Misty z Trzech Kumpli (cóż, instant classic).

BORWAR ROKU

Nie wyróżniam jednego browaru, ale kilka takich, które imponują mi nie tylko jakością swoich piw i brakiem wpadek, ale też swoim podejściem do rynku. A są to Łańcut (najbardziej stylowe i prawilne piwa w kraju), Zakładowy (otwartość na eksperymenty, ale bez przegięcia; bezkompromisowe receptury), Trzech Kumpli (przemyślane portfolio z piwami, które nigdy nie schodzą poniżej pewnego poziomu; do tego piękne etykiety i konsekwentne opieranie się barelejdżowej sraczce). Z nowych browarów w mój gust trafiły Kazimierz i Harpagan. Zaś w tym roku szczególnie mocno kibicuję Ziemi Obiecanej. Wiedzą, czego chcą, znaleźli specjalizację, w której nikt im nie podskoczy. Jeśli zwiększy się dostępność ich piw, będzie super.

Na koniec jeszcze słówko o festiwalach. Wieszczenie zmierzchu tych imprez lub przynajmniej rychłego zredefiniowania ich formuły to pierdololo mentalnych piwnych dziadów, którym szkoda, że festiwale nie są już takie elitarne jak kiedyś i przychodzi na nie coraz więcej nowych ludzi. Podczas gdy stara gwardia woli delektować zagranicznym barelejdżem przy kominku. Wszystko jest dla ludzi. Ale chyba nie wszyscy zauważyli, że przez kilka ostatnich lat dostępność kraftów cokolwiek wzrosła i festiwal nie jest jedyną okazją do spróbowania ciekawych piw. Jednak dla początkującego z pewnością jest lepszym sposobem na zaprzyjaźnienie się z piwem rzemieślniczym niż stanięcie przed wielką kolorową ścianą w sklepie specjalistycznym, nawet jeśli radą służy w nim kumaty sprzedawca.

Życzę piwnego 2018 roku i udanego Baltic Porter Day, który już jutro.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *