Pies w domu piwowara domowego

Pierwszy kwartał tego roku był dla mnie przełomowy z dwóch względów. Po pierwsze, uwarzyłem swoje premierowe piwo. Cały proces nie był wolny od wpadek, ale efekt końcowy był zadowalający (nie tylko mnie). Co więcej, do dziś nie udało mi się uwarzyć nic lepszego (z tego jestem już mniej zadowolony). Po drugie zaś, nieco ponad miesiąc później w naszym mieszkaniu pojawił się pies. Kilkumiesięczny szczeniak Czester, którego jakiś (pardon my French) chuj porzucił w lesie. Na kilka tygodni przewrócił nam życie do góry nogami, ale dziś nie wyobrażamy sobie mieszkania bez niego.

Z czasem pojawiło się pytanie: jak pogodzić moje piwowarskie hobby z obecnością tego wariata? Oto kilka powodów, dla których piwowar domowy absolutnie nie powinien mieć psa

1. Czystość. A w zasadzie sterylność. Wiadomo, że w browarze (nie tylko domowym) to podstawa. A mały szczeniak lubi zaglądać w każdy kąt, uwielbia wszystko gryźć i lizać. Szczególnie aktywny jest, gdy coś się dzieje. A warzenie (a później zlewanie na cichą i rozlew do butelek) jest właśnie takim wydarzeniem. Chwila nieuwagi i pies wsadzi łeb nie tam gdzie trzeba. Infekcja gotowa. Nie wszystko niestety da się robić na wysokości blatu kuchennego.

2. Potrzebny partner. Dotąd warzenie było zajęciem wybitnie indywidualnym, dziś to praca zespołowa. A dokładnie: ja warzę, Kasia zajmuje się psem, żeby nie właził mi do kuchni. Zapomnieć mogę już o najwygodniejszej dla wszystkich sytuacji, kiedy warzenie następowało z okazji tak zwanej wolnej chaty. Przynajmniej do czasu aż pies wydorośleje i będzie potrafił zająć się sam sobą przez te kilka godzin. Dziś kiedy zostaję sam na weekend, Czester raczej nie ułatwi mi robienia piwa.

3. Nie dla psa piwo! Zdarzają się sytuacje ekstremalne. Ostatnie moje piwo było wybitnie nieudane. Straszny gushing i po otwarciu butelki pół jej zawartości wylądowało na podłodze. Pies nie przepuszcza takich okazji. Część wytarłem szmatą, część on wytarł językiem. Potem był trochę… kołowaty.

4. Utrudniona degustacja. Każdy beergeek marzy o niezmąconym spokoju przy degustacji wyjątkowych piw. Pies w tym czasie marzy na przykład o tym, by włazić ci na kolana, ciągnąć cię na spacer albo zaglądać ci do szkła.

5. Wydatki. Nie ma co się czarować. Na psa co miesiąc wyłożyć trzeba pewną sumę pieniędzy. W naszym przypadku jest to mały piesek, więc dramatu nie ma. Ale te parę złotych można byłoby przeznaczyć na piwo lub sprzęt…

To z grubsza tyle, choć znalazłyby się pewnie inne powody, dla których piwowar domowy nie powinien sprawiać sobie psa. Rzecz jednak w tym, że te powody można o kant potłuc. Bo jest jeden powód, by postąpić wbrew nim. Wygląda tak.

pies

Jeśli zatem nie macie jeszcze kogoś, kto mógłby poprzeszkadzać wam w piciu/warzeniu piwa (lub w czymkolwiek innym), odwiedźcie najbliższe schronisko albo jakiś fanpage organizacji ratującej psy. Wszystko (piwo też) będzie smakować inaczej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *