Pierwsze warzenie, czyli baby i chłopy do garów!

Czy jeżeli ktoś uwarzył dopiero dwie warki piwa, to może się już nazywać piwowarem domowym? Jeżeli tak, to… jestem piwowarem domowym! Pierwsze warzenie za mną. Jestem z siebie dumny, a nawet nadęty, więc muszę podzielić się ze światem swoimi doświadczeniami.

Decyzja dojrzewała we mnie dość długo. O uwarzeniu piwa zdecydowałem w maju ubiegłego roku, a sam proces rozpocząłem w pierwszych tygodniach 2017. Być może temat był trochę zbyt przeleżany, ale wszystkim początkującym polecam cierpliwość. Boję się, że droga polegająca na spontanicznej decyzji, błyskawicznym zakupie sprzętu i natychmiastowym warzeniu, może być drogą donikąd. Warto najpierw dużo poczytać i pooglądać, by zapał nie okazał słomiany, a efekty nieudolne. Nawiasem mówiąc, najlepszy jutubowy poradnik dla początkujących piwowarów warzących z ekstraktów stworzył Piotr Kleinschmidt z blogu beerofeel.blog.pl. Polecam z czystym sumieniem.

Właśnie, czemu ekstrakty? Dla bezpieczeństwa. Wolałem uniknąć sytuacji, w której nakupię sprzętu do warzenia z zacieraniem, a nowe hobby nie okaże się zbytnio fascynujące. Poza tym nie bez znaczenia były kwestie logistyczne (małe mieszkanie). Z kolei brewkity odrzuciłem na wstępie, gdyż wydały mi się za łatwe.

Najprzyjemniejszym dylematem jest oczywiście wybór stylu na swoje pierwsze piwo. Kandydatów było sporo, ale postanowiłem odsunąć na bok własne ambicje i gusta. Stwierdziłem, że uwarzę piwo z okazji okrągłej rocznicy urodzin mojej mamy. Miało być więc w założeniu „damskie”. Czyli jakie? Coś w stylu Nałęczowskiego Ciemnego albo Magnusa (w sumie to jest to samo piwo), czyli ciemne, słodkie i ciut mocniejsze (tylko że na górnych drożdżach). Co z tego wyszło? Katastrofa…

pierwsze warzenie kropla piwaWarzenie, jakkolwiek proces to przyjemny, okazało się serią pomyłek i pechowych sytuacji. Po pierwsze, na stronie jakiegoś sklepu piwowarskiego znalazłem recepturę na ciemne ale, w której zasugerowano użycie zarówno ciemnego, jak i jasnego ekstraktu. Uznałem to za dobry pomysł, bo nie chciałem, by nuty palone całkiem zdominowały to piwo. Niestety, najwyraźniej ekstraktu jasnego dodałem chyba zbyt dużo, bo w efekcie barwa piwa jest bursztynowa. Po drugie, za dużo dodałem też wody (a zapasowego ekstraktu już nie miałem), więc piwo wyszło cieniutkie. Początkowe blg to jakieś 10,5 stopnia. Po trzecie wreszcie, drożdże S-04 nie zaczęły mi pracować przy rehydratyzacji. Musiałem więc użyć zapasowych. Miałem tylko US-05, które – jak wiadomo – odfermentowują znacznie głębiej. One już ruszyły, ale o słodkim charakterze piwa mogłem zapomnieć.

Jednym słowem miało być piwo ciemne, mocne i słodkie, a wyszło coś na kształt… session amber ale. Ale bardzo dobre. W sumie takie było najważniejsze założenie. Obiecywałem sobie, że drugie piwo będzie dokładnie takie, jak sobie zaplanuję. Czyli weizen. Był to przed laty mój ulubiony styl. Dziś zupełnie mi się znudził. Piwo domowe nie przywróciło mi sentymentu do pszeniczniaków, ale też do szczętu ich nie obrzydziło. Zapachowe i smakowe cechy weizena zostały zachowane. Jedynie barwa trochę za ciemna i wysycenie za wysokie.

Jednym słowem: wszystkim, którzy się jeszcze wahają nad warzeniem w domu, mogę powiedzieć: nie ma się czego bać. Do garów!

One Reply to “Pierwsze warzenie, czyli baby i chłopy do garów!”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *