Lubelska Piwna Mila 2.0

1609 metrów biegu i 4 małe butelki piwa – z takim dystansem mierzyli się w sobotę uczestnicy drugiej edycji Lubelskiej Piwnej Mili. Zawody zorganizowali wspólnie Juliusz Bielak (Bestiariusz Browar Domowy) oraz Krzysztof Bielak (RunVenture – Biegowa Przygoda). Na starcie w ogródku restauracji Portofino stanęło pół setki śmiałków. Czy znana na całym świecie piwna mila jest w istocie patologią, jak sądzą niektórzy? Pojechałem i sprawdziłem.

Od razu wam powiem, że nie jest. Kiedy pierwszy raz usłyszałem o tej imprezie, miałem skojarzenia z głośnym swego czasu piwnym biegiem podczas juwenaliów, bodajże w Opolu. Napaleni na chlanie studenci, podłe piwo, rzyganie pod siebie – tak to wyglądało. Wczoraj nic takiego nie zobaczyłem. Lubelska Piwna Mila to zawody dla ludzi świadomych swoich możliwości, biegających na co dzień. Pili niezłe piwo z domowego browaru, uwarzone specjalnie na tę okazję. A jeśli ktoś nawet puścił pawia, to musiał to zrobić bardzo dyskretnie.

Bateria Rudych Paskudników czeka na start zawodów

Co zadziwiające, na mecie nikt nie wyglądał na choćby średnio pijanego. Biorąc pod uwagę zawartość alkoholu w Rudym Paskudniku 2.0 (to nazwa piwa), ważący 75 kilogramów mężczyzna po wypiciu czterech buteleczek w tak krótkim czasie powinien w szczytowym momencie mieć w organizmie jakieś 0,9 promila alkoholu. Widocznie bieg i emocje zadziałały i efekty procentów nie były widoczne zbyt szybko.

Myli się każdy, kto sądzi, że piwna mila to wyłącznie picie i bieg. To doskonała zabawa, nie tylko dla uczestników, ale i widzów. Piękne okoliczności przyrody, ciekawa stawka zawodników (którzy wyróżniali się nie tylko ubiorem – jeden niespiesznie popijał piwo z teku, inny poruszał się za pomocą kijków do nordic walking), dynamiczna konferansjerka. Co ważne, zawody nie są traktowane jak fanaberie wariatów, ale jako całkiem poważna impreza. Świadczyć o tym może wsparcie organizacyjne i sponsorskie renomowanej restauracji, lubelskiego sklepu specjalistycznego z piwem, producentów przyrządów pomiarowych oraz sprzętu dla biegaczy, a nawet… Perły. Dzięki temu zawodnicy mieli czipy mierzące czas (wyniki poznaliśmy natychmiast), a najlepsi otrzymali torby pełne nagród.

Właśnie, najlepsi. Odnotujmy, że tryumfował Karol Czajka z czasem 7:33. Wśród kobiet najszybsza była Sylwia Wójcik, która wykręciła wynik 9:57. Ciekawostką była kategoria hardcore, w której trzeba było się zmierzyć z czterema mocniejszymi piwami (citra IPA, smoked AIPA, quadrupel, RIS barrel aged). Tu wygrał Dariusz Golas (choć można również powiedzieć, że był przedostatni, gdyż w tej kategorii rywalizowało tylko dwóch śmiałków).

I po zawodach…

Po zawodach porozmawiałem z Juliuszem Bielakiem, który uwarzył piwo na zawody. Dowiedziałem się, że przygotowania do zawodów ruszyły z końcem lutego, kiedy Rudy Paskudnik 2.0 został uwarzony. Potem była wielotygodniowa praca związana z nagłośnieniem wydarzenia, pozyskaniem sponsorów, projektowaniem etykiet, numerów startowych itd. Kiedy w końcu przyszło do zapisów internetowych, miejsca wyczerpały się w ciągu pięciu minut.

W ubiegłym roku piwem zawodów była AIPA, tym razem Juliusz chciał przygotować coś w stylu, który nie byłby zbyt hardkorowy dla biegaczy. Chyba się udało. Narzekań na jego american red ale nie słyszałem. – Dodałem dość dużo chmielu, bo rok temu ktoś zarzucił mi, że piwo jest zbyt mało aromatyczne. Chociaż to dziwny zarzut, jeśli pije się piwo na hejnał z butelki – mówi piwowar. Istotnie, w tegorocznym piwie wrażenie może robić już sama liczba odmian chmielu – ahtanum, citra, cascade, mosaic, equinox, chinook.

Na koniec zapytałem, czy organizatorzy nie obawiają się, że z czasem ich imprezą zacznie się interesować Państwowa Agencja Rozwiązywania Problemów Alkoholowych. Juliusz odparł, że takich obaw nie ma, bo w końcu piwna mila to zawody znane na całym świecie, mające już pewne tradycje. Cóż, ja takim optymistą bym nie był. Zwłaszcza w obliczu ostatniego wzmożenia absurdalnych działań PARPA, a także kontrowersji, które narosły wokół piwnej mili organizowanej ostatnio w Sopocie. To, że picie piwa jest wciąż tematem tabu, może świadczyć też kompletne olanie tematu przez lubelskie lokalne media (a pamiętam, że w sezonie zimowym na ich stronach internetowych co tydzień pojawiały się np. artykuły w stylu Morsy znów wykąpały się w zalewie).

Gratuluję organizatorom, uczestnikom i zwycięzcom Lubelskiej Piwnej Mili 2.0. To był fajny pomysł na rozpoczęcie soboty. Dzięki dla Juliusza za podarowanie butelki Rudego Paskudnika 2.0 (4,5% alkoholu, 12,5 stopnia blg, 52 IBU). Kiedy na spokojnie zdegustowałem go wieczorem w domu, doszedłem do wniosku, że wcale nie było to najłatwiejsze piwo do błyskawicznego wypicia. Trunek ma ładną czerwonawą barwę i wspaniałą zbitą pianę. Dodanie jęczmienia palonego przysporzyło mu nieco ciała, słód karmelowy też daje znać o sobie. Mieszanka chmieli jest wyraźnie wyczuwalna w aromacie i smaku, ale pojawia się też nuta drożdżowa. Nie jest to piwo wymagające, ale wyobrażam sobie, że zwykła APA czy american wheat byłyby łatwiejsze do biegania (nie wspominając o NEIPA czy berliner weisse, ale wtedy byłoby już zbyt prosto).

2 Replies to “Lubelska Piwna Mila 2.0”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *