Książęce IPA, czyli pudrowanie trupa?

W zeszłym roku przy okazji premiery piwa Żywiec Amerykańskie Pszeniczne zastanawiałem się, czemu w środowisku osób zaznajomionych z lepszymi trunkami nowy wypust GŻ cieszy się tak dużym zainteresowaniem. W zeszłym tygodniu w świat wypuszczone zostało Książęce IPA i tym razem spotkało się z kompletnym zlekceważeniem beergeeków. Środowisko nieco dojrzało?

Z pewnością tak. Przestaliśmy się oszukiwać, że to będzie jakiś przełom, który przyciągnie do kraftu nowych ludzi, bo znacznie lepiej robią to choćby regularne festiwale piw rzemieślniczych albo oferta browarów regionalnych. Przestaliśmy oczekiwać, że nadchodzi piwo mogące być ratunkiem w podbramkowych sytuacjach, bo zwykłe sklepy i stacje benzynowe są coraz lepiej zaopatrzone i można w nich dostać dziesiątki ciekawszych piw. Przestaliśmy wreszcie mieć złudzenia, że największy koncern w Polsce może zaproponować cokolwiek godnego uwagi. Zaczęło nam być zwyczajnie szkoda czasu.

I to widać. Na blogach i grupach piwnych nowy wypust KP traktowany jest jako przerywnik, ciekawostka. Dość powiedzieć, że wśród czołowych blogów pojawiła się jak dotąd tylko jedna recenzja. Ale jest jeszcze kilka innych przyczyn, dla których Książęce IPA przechodzi jak na razie bez echa. Jakich?

książęce ipa

Po pierwsze, pierwsze IPA od Kompanii Piwowarskiej pojawia się nagle i zupełnie bez zapowiedzi. Gdyby nie przecieki z Chmielokracji i delikatne napomknięcia Kopyra, pies z kulawą nogą by o tym piwie nie wiedział. Przy poprzedniej premierze KP (Książęce Golden Ale) było jakieś delikatne zamieszanie marketingowe. Co prawda okazało się zawracaniem gitary, bo nic to piwo nie miało do zaoferowania, ale jednak koncern zadał sobie nieco trudu, by do klienta dotrzeć.

Po drugie, Książęce IPA jest piwem spóźnionym o dobrych kilka lat. Niszę na rynku udanie zagospodarował Żywiec swoją serią piw nowofalowych. Nie ma już nawet potencjału na pisanie o Książęcym IPA w ramach śmieszkowania z Kompanii Piwowarskiej, bo to co jeszcze dwa lata temu było zabawne, dziś nosi znamiona okrutnego kopania leżącego.

Po trzecie, seria Książęce nie zwiastuje nic dobrego. Nad ich piwem pszenicznym można spuścić zasłonę milczenia, a golden ale to wzór nijakości. Kiedy jestem w knajpie z ofertą piwną KP, nawet nie zastanawiam się nad Książęcym, zawsze wybieram Pilsnera.

Po czwarte, Żywiec ma jednak pewne fory w starciu z Kompanią Piwowarską. Ich podejście do rynku i klienta sprawia, że ludzie – nawet jeśli piw z Grupy Żywiec nie lubią – darzą markę przynajmniej umiarkowanym szacunkiem. O KP nijak się tego nie da powiedzieć.

Wiewiórki ćwierkają, że Książęce IPA to dopiero mały kroczek, zaś KP pójdzie za ciosem i niebawem zaproponuje porter bałtycki. Wtedy przekonamy się czy Asahi znów tak lekceważąco podejdzie do tematu czy może odważy się na rzucenie rękawicy Heinekenowi na tym segmencie polskiego rynku.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *