Kryształ wśród piw (Perła vs. Pinta & Łańcut)

W zeszłym tygodniu żona zapytała mnie, do jakiej knajpy chciałbym pójść na obiad w swoje urodziny. Pomyślałem o Perłowej Pijalni Piwa. Jakoś nigdy nie było mi tam po drodze, chociaż wśród bywalców lubelskich restauracji lokal cieszy się naprawdę sporą renomą, na pewno większą niż piwa Perły w środowisku piwnych świrów. Parę godzin później zajrzałem na fejsbuk, gdzie Piwny Informator piwnie poinformował, że Perła żąda od Pinty i Łańcuta wycofania ze sprzedaży piwa Kryształ. O nie, krzyknąłem w duchu, to do ich knajpy już na pewno nie pójdę. Po pięciu minutach mi przeszło, bo sprawę przemyślałem.

Dla porządku dodajmy, że o sprawie można było się dowiedzieć już dwa tygodnie wcześniej z rozmowy Docenta z szefostwem Pinty. Perła Browary Lubelskie S.A. wezwały do „zaniechania naruszeń praw ochronnych znaku towarowego oraz zaniechania czynów nieuczciwej konkurencji”. Pinta z Łańcutem nie zamierzają kruszyć kopii i Kryształ w sklepach już się nie pojawi. Rozchodzi się o to, że we wrześniu zeszłego roku Perła wystąpiła do Urzędu Patentowego RP z wnioskiem o zarejestrowanie słownego znaku towarowego kryształ. Piwo o tej nazwie przez lata było flagowym produktem browaru w Zwierzyńcu, który obecnie należy do Perły. Zgoda została przez UPRP udzielona. Co ciekawe, Perła ma też prawo do znaku słowno-graficznego, o które wystąpiła już kilkanaście lat temu (stąd zapewne odmowy, które w 2012 roku otrzymał BRJ, a dwa lata później – Fortuna).

Nie wszystkim się zagrywka Perły spodobała. Ja jednak zamierzam jej bronić. Nie dlatego, że pochodzę z Lublina. I nie dlatego, że popularna perełka chmielowa była „sponsorem” mojego niedawnego wieczoru kawalerskiego. Ale dlatego, że zdumiała mnie reakcja Artura Karpińskiego z Golema, czyli człowieka, którego dorobek i spojrzenie na kraft bardzo szanuję. Był on łaskaw napisać na fejsie, że…

Nie będę pisał o oczywistościach, które zrazu zostały poruszone w komentarzach (czyli święte prawo własności, a także zgoła ziemkiewiczowski risercz Pinty i Łańcuta). Napiszę o czymś innym. Mogłoby się wydawać, że Perła stosuje strategię psa ogrodnika. Ostatnie butelki ich Kryształu widziane były w sprzedaży co najmniej dekadę temu i nie zanosi się, by na sklepowe półki wróciły. Co więc im szkodzi odpuścić rzemieślnikom, można zapytać. Wszak Pinta i Łańcut nie są dla Perły konkurencją. Czy aby na pewno?

W najprostszym rozumieniu, owszem. Browary rzemieślnicze nie rywalizują z Perłą w sensie krótkofalowym. Nie jest tak, że piwosz przychodzi do sklepu i głowi się, czy kupić chmielową czy Modern Drinking. Tu chodzi o coś innego, a mianowicie – jakkolwiek podniośle to brzmi – o rząd dusz. W interesie każdego piwnego molocha, czy będzie to Perła, Carlsberg czy Kompania Piwowarska, jest bowiem to, by klient nigdy nie sięgnął po jakiekolwiek piwo rzemieślnicze. Zależy im na tym, by nigdy nie wyszedł poza wąski piwny świat, którego oferta ogranicza się do jasnego lagera, koźlaka, radlera, w najlepszym wypadku porteru (stąd postawa koncernów, które poza Żywcem do górnej fermentacji zabierają się jak pies do jeża). Najlepiej, żeby klient nie wiedział, nie szukał, nie eksperymentował. Bo jak spróbuje czegoś innego i mu posmakuje, będzie dla nas bezpowrotnie stracony. A kooperacyjne piwo Kryształ nadawało się do podskubywania dużym graczom jak mało które. Jego profil smakowy nie byłby przecież dla zwykłego pijacza Perły dużym szokiem (co innego cena).

Dawne etykiety zwierzynieckiego Kryształu (źródło: www.zwierzyniec.pl)

Od razu przypomniałem sobie o aferce sprzed kilku lat, kiedy to Amerykańska Akademia Filmowa zażądała od polskiego Stowarzyszenia Twórców Ludowych zmiany nazwy przyznawanej przez nie nagrody Ludowy Oskar. Według Amerykanów Polacy bezprawnie wykorzystywali prestiż filmowych Oscarów. Tych dwóch przypadków nie można jednak według mnie porównywać. Dla nazwy Ludowy Oskar uzasadnieniem było to, że patronem nagrody jest etnograf Oskar Kolberg. Statuetka też nijak nie przypomina złotego rycerzyka z mieczem. Z czysto racjonalnego punktu widzenia nie sposób natomiast znaleźć sposobu, w który miłośnicy folkloru z Polski mieliby zaszkodzić akademii filmowej zza oceanu. Z piwem Kryształ jest inaczej. Chodzi nie tylko o nazwę, ale również o fakt, że produkt Pinty i Łańcuta w ewidentny sposób (etykieta, styl) odwoływał się do dość powszechnego sentymentu za tym dawnym lepszym piwem. Z punktu widzenia Perły lepiej, żeby taki Kryształ nie dostał się w ręce twojego wujka, bo chociaż kosztuje siedem zyla, to trzeba przyznać, że to jest piwo jak kiedyś, kurła, nie to co te perły dzisiaj robio.

Jednym słowem, nie bądźmy aż takimi idealistami, by oczekiwać, że szlachetnym koleżeńskim zasadom, które gdzieniegdzie w świecie kraftu jeszcze występują, będą hołdować podmioty, które nie mają z tym światem nic wspólnego. A jeśli ktoś już dziś tęskni za rzemieślniczym Kryształem, to pocieszę, że prawo Perły do znaku wygasa już w 2027 roku. Może się w lubelskim browarze nie zorientują, zapomną przedłużyć i Pinta z Łańcutem wrócą cali na biało.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *