Kraftowa ekstraklasa, czyli konsumencie, szanuj się!

Przesłanie Tomasza Midgałka, jednego z najaktywniejszych piwnych vlogerów piwnych, brzmi: Pijcie dużo dobrego piwa. Staram się postępować zgodnie z tym przesłaniem, dlatego robię wszystko, by moje decyzje zakupowe dawały mi możliwie duże prawdopodobieństwo, że się nie natnę i nie kupię byle czego. To samo polecam Tomaszowi.

Piję do jego vloga pod tytułem Browary, ogarnijcie się!, w którym narzeka na jakość polskich piw rzemieślniczych i wyraża swoje niezadowolenie z faktu, że za flaszkę płaci się osiem złotych, a piwo nadaje się do wylania. Nie uznaje jednak za stosowne wymienić ani jednego browaru, który zawodzi jego oczekiwania, a wręcz przeciwnie. Tomasz mówi ogólnie, że polskie browary muszą się ogarnąć. Uważam to za niesprawiedliwe, więc ośmielam się polemizować (to materiał cokolwiek prehistoryczny, ale obejrzałem z opóźnieniem; w dodatku wczoraj podobnymi zastrzeżeniami podzielił się Łukasz Matusik z Piwolucji).

Po pierwsze, mam wrażenie, że Tomasz wychodzi z błędnego założenia, że sam fakt rzemieślniczości piwa powinien być gwarantem dobrej jakości produktu. To tak nie działa. Piwowarstwo jest branżą jak każda inna i znajdziemy w niej produkty świetne, przeciętne i do bani. Stosunkowo wysoka cena jednostkowa piwa rzemieślniczego nie powinna być natomiast dla klienta informacją, że z pewnością ma do czynienia z produktem wysokiej jakości. Na cenę butelki składają się przecież różne składowe – od stosunkowo drogich produktów, przez koszty amortyzacji, po względnie niski wolumen.

Po drugie, skończyły się czasy, kiedy dawało się wszystkim browarom fory, bo były tym małym uciśnionym krafcikiem plączącym się pod nogami wielkich piwowarskich molochów. Po siedmiu latach tak zwanej piwnej rewolucji powinniśmy wszyscy pokumać, że do kupowania piwa rzemieślniczego najlepiej podchodzić z pragmatycznym konsumenckim podejściem i wybierać produkty oferowane przez sprawdzonych wytwórców. Może to porównanie z dupy, ale to coś jak ze sceną rockową w latach osiemdziesiątych. W radiach leciał Perfect, Lady Pank i Maanam. Młodzi mieli tego po dziurki w nosie, ale jak jechali do Jarocina, to nie podchodzili bezkrytycznie do wszystkich kilkudziesięciu występujących tam kapel, tylko dlatego, że te były antysystemowe. Każdy wybierał swoich ulubieńców, którzy odpowiadali jego wrażliwości. Być może niektórym trudno stosować twarde rynkowe zasady w odniesieniu do małych przedsiębiorstw, których właściceli i pracowników znają (jeśli nie osobiście, to z neta). Ale klient nie jest instytucją charytatywną i trudno, żeby w nieskończoność płacił za dobre chęci piwowara. W tym widzę też spory problem części blogerów, którzy niekiedy mają opory, by napisać o kiepskim piwie to, co naprawdę o nim myślą.

Po trzecie, Tomasz musi się zdecydować czy chce być wpływowym vlogerem, który ma wyrobione zdanie na temat każdego browaru i jest na bieżąco z nowościami, czy jest raczej zwykłym konsumentem, który ostrożnie podchodzi do wydawania swoich, jak sam mówi, ciężko zarobionych pieniędzy. Czy fakt vlogowania wymusza na nim picie wszystkiego, od lewa do prawa? Jeśli tak, to współczuję, bo naprawdę musi to odbierać przyjemność z picia piwa. Zastanawiam się, na ile niedobrych piw z danego browaru Tomasz Migdałek musi trafić, żeby już do niego nie wracać. I czy w innych dziedzinach też postępuje podobnie (na przykład czy pójdzie trzeci raz do restauracji, w której dwie poprzednie wizyty nie były udane). I wreszcie, jeszcze jedno pytanie. Czy kiedy Tomasz Migdałek zaczynał vlogowanie (2014), to sprawy z jakością piw miały się inaczej? Śmiem wątpić. Skończyły się już chyba czasy, kiedy bloger piwny był od prowadzenia konsumenta za rękę i musiał próbować wszystkiego, żeby to polecać, a tamto odradzać. Dziś konsument poradzi sobie sam, a bloger powinien zrozumieć, że sam jest przecież w pierwszej kolejności konsumentem.

Po czwarte, siedem lat kraftu w Polsce to naprawdę wystarczający czas, by zrobić sobie hierarchię browarów i posiłkować się nią przy dokonywaniu zakupów. Ja nie mam ambicji, by wpływowym blogerem się stać, dlatego mogę śmiało podzielić się ze światem taką hierarchią (w każdym segmencie browary umieszczam w kolejności alfabetycznej). Moja EKSTRAKLASA to…

Golem. Eksplorują niemal wszystkie zakątki piwnego świata z równie dobrym skutkiem. Problemem jest powtarzalność. Ale nie w sensie jakości kolejnych warek, tylko w tym sensie, że często gęsto kolejnych warek, nawet świetnych piw, po prostu już nie ma. Co z rynkowego punktu widzenia też jest jakimś pomysłem. Łańcut. Obcując z ich piwami, nie mam wątpliwości, że dostarczają mi je ludzie, którzy znają się na swojej robocie. Bez zbędnego kombinowania, raczej klasycznie, ale nic nie jest robione na pół gwizdka. Palatum. Jaka szkoda, że moce browaru nie są na tyle duże, by mógł konkurować z większymi graczami na kraftowej scenie. Bo jakością piwa na pewno by się obronił. Doskonały adres dla piwoszy zmęczonych eksperymentami i pragnących nieskomplikowanych, ale wysokojakościowych napojów. Trzech Kumpli. Strategia odwrotna niż w Golemie: nie oferują bardzo wielu piw, ale ze swojej oferty wyciskają tyle, że są synonimem wysokiej jakości. Nie bez przyczyny beergeecy zgodnie wymieniają ich piwa (PanIPAni, Misty) wśród flagowych produktów polskiego kraftu. Zakładowy. Świetne portfolio, w którym każdy znajdzie coś dla siebie. Powtarzalna jakość kolejnych warek i umiejętność takiego zaprezentowania produktu klientowi, że ten naprawdę wie, czego się spodziewać. I te oczekiwania najczęściej się sprawdzają. Ziemia Obiecana. Dowód na to, że obstawienie jednej niszy może dać świetne efekty. Szkoda, że nie butelkują, ale to tylko powinno dopingować bywalców festiwali do uganiania się za ich piwami – zawsze świeżymi i niezwykle aromatycznymi.

Za ich plecami czai się PIERWSZA LIGA, czyli Harpagan, Kazimierz, Pinta, Piwne Podziemie, Pracownia Piwa, Przystanek Tleń. I młode wilki, które bardzo intensywnie do tej ligi pukają, czyli Incognito.

Są też oczywiście browary, które mocno szanuję, choć mam do nich jakieś ale. Są takie, które wśród przeciętności potrafiły wypuścić jedno piwo wybitne i wciąż czekam aż znów im to wyjdzie. Najwięcej jest browarów, które nie potrafią mnie zaciekawić zupełnie niczym. I kilka, które mają bana, bo zawiodły już wystarczająco dużo razy.

Jeśli zatem macie podobne spostrzeżenia jak Tomasz i Łukasz, zróbcie sobie podobną hierarchię. Wystarczy, że będziecie próbować wszystkie piwa z ekstraklasy, większość z pierwszej ligi, a z pozostałych te, które naprawdę was zaciekawią, a gwarantuję, że materiału do degustacji nie zabraknie i będziecie pili dużo dobrego piwa, wasze zdrowie, cześć.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *