Był taki Chmielny Dom, czyli jak zostać piwną efemerydą

Liczba browarów kontraktowych rośnie bez przerwy, zaś o istnieniu większości z nich prawdopodobnie nie mamy nawet pojęcia. A to dlatego, że często wypuszczają parę piw i znikają, bo ludzie stojący za tymi inicjatywami orientują się, że to nie jest wcale łatwy kawałek chleba.

Postanowiłem stworzyć krótki poradnik dla każdego, kto chciałby zacząć warzyć kontraktowo, a następnie załamać się i rzucić to wszystko w cholerę. Poradnik stworzyłem na przykładzie lubelskiego kontraktowca o nazwie Chmielny Dom, który pojawił się rok temu i po paru miesiącach słuch o nim zaginął.

Naturalnie od początku kibicowałem tej inicjatywie ze względu na mój lokalny patriotyzm. Piwny Lublin jako społeczność jest oczywiście bardzo prężny, ale jeśli chodzi o browary, tak różowo już nie jest. Mamy w regionie co prawda Browar Zakładowy i Piwne Podziemie – wagę superciężką, kraftową ekstraklasę. Z tyłu jest Dziki Wschód – kontraktowiec warzący ze zmiennym szczęściem. I na tym koniec. Liczyłem, że Chmielny Dom trochę rozrusza lokalny rynek, ale nadzieje okazały się płonne. Jak do tego doszło?

1. Nadaj browarowi banalną nazwę
Umówmy się. Chmielny Dom to nie jest coś, co rozpala wyobraźnię. Trudno wymyślić bardziej grzeczną i banalną nazwę. W dodatku nie jest zbyt dźwięczna. Już na wstępie zlekceważono zasadę Wyróżnij się lub zgiń.

2. Stwórz koszmarne logo
No nie wiem, co to jest. Drzewo? Kleks? Według mnie bardziej przypomina to grzyb atomowy, choć wiem, że niektórzy twierdzili, że logo jest zwykłym testem Rorschacha. A może kryje się tu coś, co na pierwszy rzut oka jest niedostrzegalne. Tak jak w logu Carrefoura – wszyscy myślą, że to jakieś dziwne strzałki, a tak naprawdę to litera C.

chmielny dom
źródło: https://www.facebook.com/BrowarChmielnyDom/

3. Nie miej na siebie pomysłu
Chodzi o identyfikację wizualną i całą otoczkę wokół piwa. Na rynku aż roi się od jaskrawych przykładów. Raduga – filmy, SzałPiw – gwara wielkopolska, Zakładowy – zakład pracy, Brokreacja i Profesja – zawody. Wyliczać można długo. A Chmielny Dom? Pierwsze dwa piwa opatrzone były grafikami rodem z Czerwonego Kapturka. Najgorsze były jednak morskie opowieści, czyli prymitywne wierszyki na poziomie przedszkola. Idzie lasem dziewczę młode / Niosąc piwo na ochłodę / W lesie ciemno, wąska ścieżka / Ktoś tam groźny w dziczy mieszka / Dziewczę idzie pewnym krokiem / A tu wilk już kroczy bokiem. Ludzie! Czy piwo to jest produkt dla dzieci? Pokażcie mi dorosłego beergeeka, który nie będzie zgrzytał na takie coś zębami. Dobra, pomińmy wierszyk. Ale jak długo udałoby się pociągnąć serię z baśniami? Myślę, że nie byłby to zły pomysł, gdyby grafiki były nieco bardziej wyszukane i atrakcyjne.

chmielny dom

4. Warz nudne piwa
Na pierwszy ogień poszło Red AIPA, czyli rzecz, która nie porywa. Jeśli w dodatku ma silną nutę drożdżową, to nie ratuje sytuacji. Później witbier. Niby klasyka, po którą chętnie się sięga, ale polscy rzemieślnicy jakoś nie mają szczęścia do tego stylu. Poza witbierem z browaru Cztery Ściany trudno mi wymienić jakiś, który mógłby konkurować z Kormoranem. Nie inaczej było w przypadku Chmielnego Domu. Po degustacji stwierdziłem, że piwo wcale nie jest lepsze niż mój domowy witbier uwarzony z ekstraktów. Zresztą pal licho jakość tych piw! Gorzej, że nie wiem, czym mogłyby one do siebie zachęcić kogoś, kto wchodzi do sklepu specjalistycznego.

5. Zmarnuj okazję na rozwój
To chyba największy grzech. Od kilku lat w okolicach września w Lublinie odbywa się Europejski Festiwal Smaku. Dość duże wydarzenie, które kręci się naturalnie wokół jedzenia (ale towarzyszą mu także choćby koncerty). Promowane przez media i miasto. W 2016 roku Browar Zakładowy uwarzył oficjalne piwo festiwalu. Był to Mleczarz, czyli milk stout, który na stałe wszedł do oferty ekipy z Poniatowej. Rok później do współpracy zaproszono Chmielny Dom. Powstało piwo Lubliner z dodatkiem kaszy gryczanej, miodu i kardamonu. Ciekawe, nie? Wydawało się, że to szansa na solidnego kopa w górę. Tymczasem Lubliner był łabędzim śpiewem Chmielnego Domu, bo od tamtej pory cisza w interesie.

6. Poddaj się bez walki
Nie będę się wypowiadał o piwie Lubliner, ponieważ go nie piłem. Trudno mi sobie jednak wyobrazić, że mogłoby być aż tak paskudne, by zakończyć karierę Chmielnego Domu jak nożem uciął. Fakty są jednak takie, że ostatnia ich fejsbukowa aktywność to była wrześniowa fotorelacja z premiery festiwalowego piwa. A potem, w styczniu, pojawił się jeszcze taki smutny obrazek…

chmielny dom

Fakt, że od pół roku Chmielny Dom nie daje znaku życia, może świadczyć o ziszczeniu się klasycznego scenariusza. Czyli piwowarzy domowi, którzy uwierzyli, że warzenie komercyjne jest równie łatwe, proste i przyjemne. Bez pomysłu, długofalowego planu, zarządzania kryzysowego. Takie przykłady nie budują silnej pozycji piwa rzemieślniczego.

Ale żeby nie było tak ponuro, spójrzmy na drugą stronę medalu. Są kontraktowcy, którzy wchodzą na rynek dopiero po stworzeniu spójnej koncepcji swojej działalności. Przykładem jest nowa inicjatywa Hoppy Beaver. Przemyślane wizualia, ciekawe pomysły na piwa, niezłe internety (choć fanpage jeszcze o dość nikłym zasięgu), robienie dobrze blogerom. Wszystko się dodało i chyba Hoppy Beaver zaczyna funkcjonować w zbiorowej świadomości. A może Chmielny Dom weźmie przykład, da sobie drugą szansę i powróci z sukcesem?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *