Browar Incognito, czyli jeszcze bardziej Piwny Lublin

Wyrastające na każdym kroku inicjatywy kontraktowe nie robią już na nikim wrażenia. Co innego, kiedy startuje browar fizyczny. A jeśli dzieje się to w moim regionie, czyli na Lubelszczyźnie, nie mogę przejść obok tego obojętnie. Przed Wami Browar Incognito.

Najpierw kilka podstawowych informacji. Browar Incognito tworzy młode małżeństwo – Sylwia i Michał Zielińscy (Michał jest piwowarem). Na siedzibę browaru wybrali starą opuszczoną piekarnię w Kraśniczynie (powiat krasnostawski). Typowe middle of nowhere. Na fanpejdżu browaru możecie zobaczyć, jak pomieszczenie wyglądało przed remontem, a jak prezentuje się teraz. Robi wrażenie

Swoją premierę Browar Incognito miał trzy tygodnie temu w lubelskim pubie Św. Michał. Z kranów poleciały pierwsze trzy piwa – American Wheat, Rice IPA i West Coast IPA. Udało mi się porozmawiać dłuższą chwilę z Michałem, poznać jego pomysł na browar i przede wszystkim spróbować piw, które jak na debiut zrobiły naprawdę niezłe wrażenie.

Tym, co się w podejściu Browaru Incognito rzuca w oczy od razu, jest brak kombinowania. Nazwa prosta, chwytliwa, łatwa do zapamiętania. Podobnie logo z ciekawie wplecionym motywem kranu. No i przede wszystkim etykiety. Dziwne to czasy, w których musisz zaprojektować etykietę prostą jak budowa cepa, żeby się wyróżnić. Ale jeśli jest zrobiona schludnie i umiejętnie, naprawdę cieszy oko. Nie ma też dziwacznych nazw, przez które będziesz wstydził się poprosić o piwo w sklepie lub pubie. Piwni konserwatyści będą zadowoleni.

browar incognito
źródło: https://www.facebook.com/IncognitoBrowar/

Michał Zieliński tłumaczy taką decyzję: – To nie jest tak, że nie mieliśmy pomysłu na nazwy albo na etykiety. Od samego początku powiedzieliśmy sobie, że chcemy to zrobić to w ten sposób. Czasami jak się wejdzie do sklepu specjalistycznego i spojrzy na półkę z piwami, to nie wiadomo gdzie oczy schować. Nazwy bywają czasami żenujące, a etykiety potrafią przytłaczać. Pół biedy, kiedy się za tym kryje dobre piwo, ale często nadaje się ono do zlewu.

Na pierwszy ogień Browar Incognito uwarzył piwa co prawda nowofalowe, ale dość bezpieczne. Czy to oznacza, że w Kraśniczynie nie będzie eksperymentów? – Wiadomo, że dopiero się uczymy, poznajemy sprzęt, przenosimy domowe receptury na warzenie w browarze. Akurat na tych stylach najlepiej to robić. Już teraz wiem, co zrobiłbym inaczej, co bym poprawił. Ale przyjdzie też czas na jakieś dodatki, może kwasy. Nie każdy zaczyna od RIS-ów BA.

Zapytałem czy Browar Incognito nie boi się wchodzić na teren, w którym palmę pierwszeństwa dzierży Browar Zakładowy. – Oni zbudowali sobie bardzo silną pozycję, wierną społeczność. Nie możemy być dla nich konkurencją również ze względu na wielkość browaru. My będziemy robić swoje. Z Jarkiem przed chwilą rozmawiałem, życzył powodzenia, pewnie będziemy się z chłopakami niejednokrotnie spotykać na różnych imprezach i wymieniać doświadczeniami.

browar incognito
Sylwia i Michał z Browaru Incognito

Michał przyznał też, że pierwsza myśl o browarze zaświtała trzy, cztery lata temu, zaś pierwsze działania podjął półtora roku temu. – Trochę trzeba było bojów stoczyć. Ale gdybym wtedy miał taką wiedzę jak dziś, pewnie trwałoby to dwa razy krócej. Cóż, wypada pogratulować wytrwałości. A czy można gratulować piw? Zdecydowanie tak!

Zacząłem od American Wheata, który w rzadko spotykany sposób oddaje walory użytych w nim chmieli. To piwo byłoby idealnym rekwizytem na kursy sensoryczne, by adepci rozpoznawali w nim citrę (aromat) i mosaica (smak). Bardzo gładkie i orzeźwiające, ze szkła znika momentalnie. Fanem piw ryżowych nigdy nie byłem, ale Rice IPA zrobiła na mnie chyba największe wrażenie tego wieczoru. Piwo bardzo pełne (6% alkoholu z 15-stopniowego ekstraktu), świetnie zbalansowane, z nutami egzotycznych owoców (lekko zarysowany ananas), w którym słodowość delikatnie wygrywa z goryczką, ale nut karmelowych nie ma tu za grosz. West Coast IPA z kolei atakuje goryczką prawdziwie bezkompromisową. Michał powiedział, że docierają do niego skrajne opinie. Jedni są nią zachwyceni, dla innych chmielenie było zbyt agresywne. Piwowar przyznał, że bardziej przychyla się do tej drugiej grupy i postara się, by następne warki nie waliły już piąchą między oczy. West Coastowi nie można natomiast odmówić zalety, które mają wszystkie piwa wypuszczone przez Browar Incognito – jest to trunek niebywale aromatyczny.

Podsumowując, potrzeba nam takich piw, które śmiało można stawiać jako wyznaczniki stylu. Jeśli każdy browar debiutowałby na tym poziomie, byłoby naprawdę świetnie. Przede mną jeszcze degustacja wersji butelkowych. Jednak te beczkowe polecam bez wahania. A okazja do spróbowania może nadarzyć się już niedługo. W najbliższą sobotę (11 sierpnia) Browar Incognito zawita do Samych Kraftów w Warszawie, a w kolejny weekend będzie można ich spotkać na krasnostawskich Chmielakach.

One Reply to “Browar Incognito, czyli jeszcze bardziej Piwny Lublin”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *