Blogerze, olej koncern! (Żywiec Amerykańskie Pszeniczne)

Zauważyłem u siebie ostatnio dziwne objawy. Przez minione dwa tygodnie, będąc w jakimś sklepie spożywczym, zawsze zachodziłem na stoisko z piwami, żeby sprawdzić czy na półce stoi amerykańskie pszeniczne z Żywca (nie stało). Wychodzi na to, że wielkie koncerny trochę owinęły sobie nas wokół palca. Wystarczyło wypuścić średnio ciekawe piwo, żeby fani kraftu zaczęli się wokół niego kręcić.

Zapoznałem się z opiniami starszych (przynajmniej stażem) kolegów blogerów na temat nowego wypustu Żywca. Piwny Brodacz, Chmielokracja, Piwna Szycha, Birofile – vlog o piwie… We wszystkich tych miejscach dowiedziałem się w zasadzie tego, że podniecać się nie ma czym. W sumie wiedziałem to od początku. Więc czemu łaziłem za tym piwem jak głupi?

Bardzo lubię american wheat, ale bez przesady. Przecież na polskim rynku jest całe mnóstwo piw w tym stylu, wszystkich na pewno jeszcze nie spróbowałem. Świat nie kończy się na Cymbopogonie czy Be Like Mitch. Ogromna część rzemieślników ma w ofercie amerykańskie pszeniczne, ale jakoś nie cieszą się one zainteresowaniem blogerów.

Pan Na Włościach z Łańcuta? Nie znalazłem recenzji, choć renoma browaru jest już spora. Brama Wjazdowa z Zakładowego? Podobnie, a piwo przecież jest na rynku jest już od ponad roku. Nikt z blogosfery nie sprawdził też wheata z browaru Cztery Ściany, choć robią tam naprawdę niezłe stylowe piwa. Nie mówiąc już o mniej znanych browarach – zapamiętałem, że amerykańskie pszeniczne ma w ofercie na przykład Socho. Co z tego, że etykieta paskudna, skoro piwo pewnie nie gorsze niż to z Żywca…

Myślę, że powinniśmy się nauczyć traktować żywieckie wypusty tak, jak na to zasługują. Czyli jako koło ratunkowe w różnych sytuacjach. W knajpie oferującej jedynie piwa GŻ, w małym mieście bez kraftu albo w przypadku, kiedy jedynym miejscem do nabycia piwa jest stacja benzynowa. Może to być też materiał na poszerzanie piwnych horyzontów znajomych i rodziny. Misją blogerów powinno być natomiast przybliżanie ludziom ciekawych rzeczy, na które sami mogliby nie trafić. Chociaż tu może trochę odleciałem, bo pewnie mało kto traktuje blogowanie w charaktarze misji (ja też nie).

Wykorzystałem etykietę piwa The Blogger z browaru Brokreacja

Wiem, że to się nieźle klika. Sam Święty Tomasz z Kopyru najwięcej widzów zyskiwał po testach piw koncernowych. Ale czy wyobrażacie sobie Makłowicza, który nagrywa program w McDonald’s, bo akurat raz na trzy lata zaoferują tam jakieś danie inspirowane kuchnią śródziemnomorską? Albo inna analogia. Jeździsz na co dzień mazdą 6, ale musisz ją oddać na kilka dni do serwisu. W zastępstwie dostajesz volkswagena polo albo skodę fabię. Chwalisz się tym na prawo i lewo czy raczej zaciskasz zęby i przeczekujesz, aż dostaniesz swoje auto z powrotem?

Dlatego apeluję do blogerów, żeby olali koncerny. Nie mam tu rzecz jasna na myśli alterglobalistycznej postawy, utożsamiającej je ze wszelkim złem tego świata. Nie widzę nic niestosownego w wypiciu koncerniaka, jeśli jest przyzwoity. Ale żeby od razu angażować w to swoją internetową renomę…

Podsumowując, wysyłam propsy do GŻ za amerykańskie pszeniczne (na razie za sam fakt wypuszczenia tego piwa, bo jeszcze nie udało mi się go spróbować) i za to, że jako jedyny koncern w Polsce kumają bazę. Ale recenzji tego piwa na blogu nie będzie. W zamian w tym tygodniu pojawi się inny przedstawiciel stylu american wheat – Łan Wheat z browaru ReCraft.

One Reply to “Blogerze, olej koncern! (Żywiec Amerykańskie Pszeniczne)”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *